No i stało się to, czego się obawiałem – pierwszy pominięty wpis. Wczoraj zupełnie nie miałem ochoty na pisanie. Nic mnie nie zainspirowało, nic nie przyciągnęło mojej uwagi fotograficznie. Był to jeden z tych dni, kiedy po prostu nie dzieje się nic szczególnego. Ale cóż – trzeba nadrobić, choć trochę za karę! 😄
Dziś jednak wracam do codziennych rytuałów. Po tygodniu choroby wreszcie wyszedłem na spacer z Judo. Brakowało mi tych chwil na świeżym powietrzu, a Judo – jak zwykle – był w swoim żywiole. I oczywiście, jak to u mnie bywa, aparat musiał pójść w ruch.
Na zdjęciu Judo z dumą niesie znaleziony patyk. Cieszy się tą chwilą tak samo jak ja – znowu w plenerze, znowu w ruchu. Ten dzień to powrót do codzienności, tej dobrej, pełnej małych, ale ważnych momentów.
📸🐕✨