Sobota miała być dniem wspomnień, powrotu do ulubionych miejsc na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Wszystko zapowiadało się idealnie: ja, kumpel, aparat, Judo i formacje skalne, które uwielbiam. Ale los miał inne plany!
Na miejscu okazało się, że parking, z którego zawsze startowałem, zniknął – albo przynajmniej przestał być dostępny. No trudno, szybko pojawiła się alternatywa, zaproponowana przez mojego towarzysza. Brzmi dobrze, prawda? Tylko że po zaparkowaniu i wejściu w las zaczęło się robić… ciekawie. Śnieg zamienił krajobraz w zupełnie nową krainę. Ścieżki, które normalnie były wyraźne, teraz zniknęły pod grubą warstwą białego puchu.
I tak, przez kilka godzin błąkaliśmy się po lesie, próbując znaleźć cokolwiek znajomego. Można by pomyśleć, że to klęska, ale ja uważam, że wręcz przeciwnie! Ten dzień okazał się pełen śmiechu, rozmów i przypadkowych odkryć. Trafiliśmy na piękne zakątki, o których istnieniu nie miałem pojęcia, a Judo szalał w śniegu, jakby to była najlepsza zabawa na świecie.
Zdjęcia, które zrobiłem, może nie trafią na ściany galerii, ale zdecydowanie znajdą swoje miejsce w moim albumie. Bo choć czasem planowanie kończy się fiaskiem, to spontaniczność potrafi stworzyć niezapomniane chwile. No i zdjęcie Judo na śniegu – mistrz!
Morał z tej historii? Nie przejmuj się, gdy plany legną w gruzach. Czasem najpiękniejsze wspomnienia rodzą się przez przypadek. 😊