Dzisiejszy wpis przychodzi mi już trochę łatwiej niż wczoraj. Widocznie był to po prostu jeden z tych gorszych dni, które każdy czasem ma. Dziś jednak czuję się inaczej – bardziej zmotywowany, spokojniejszy. Widoczna jest we mnie zmiana w nastawieniu, a to tylko upewnia mnie, że warto kontynuować ten projekt.
Dziś udało mi się wykorzystać chwile w środku dnia, by zrobić zdjęcie w naturalnym świetle. To rzadkość, bo najczęściej sięgam po aparat dopiero wieczorem, gdy wszystko inne jest już załatwione. Światło dzienne zdecydowanie dodaje magii zdjęciom, a dzisiejsze uchwycone uwięcznia moją ostatnią miłość fotograficzną – obiektyw Olympus 75mm f/1.8.
Miałem w życiu wiele obiektywów, ale żaden nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak Olympus 75mm f/1.8. Tworzy przepiękne zdjęcia, pełne szczegółów i delikatnego bokeh, który nadaje im niepowtarzalnego charakteru. Jego budowa również zachwyca – jest solidna, elegancka, a odblaski w przedniej soczewce wyglądają jak małe dzieło sztuki. Z pewnością jest to zasługa dziesięciu soczewek ukrytych wewnątrz. Taka skomplikowana konstrukcja w obiektywie jeszcze nigdy nie trafiła w moje ręce.
Obiektyw Olympus 75mm f/1.8 sprawdza się wyśmienicie do portretów, szczególnie tych nietypowych – psich i kocich. Z Judo i kotami moich znajomych już zdążyłem przetestować jego możliwości, a efekty za każdym razem mnie zachwycają.







Przygotowuję się do większego wpisu na blogu – czegoś w rodzaju testu lub opinii o Olympusie 75mm f/1.8. Chcę podzielić się swoimi wrażeniami i pokazać innym, dlaczego uważam, że to jeden z najlepszych obiektywów, jakie można mieć w swojej kolekcji. Może ktoś z Was też zainspiruje się do eksperymentów z fotografią portretową, bo Olympus 75mm f/1.8 ma coś w sobie, co sprawia, że chce się go używać wciąż i wciąż.
Dziś był dobry dzień. I mam nadzieję, że takich dni będzie więcej.